Podkłady

Podkład Urban Decay Naked Skin One and Done Hybrid Complex

797 wyświetlenia

Podkład Urban Decay Naked Skin One and Done Hybrid Complex, czyli makeup no makeup!
W tym roku przetestowałam kilka bardzo dobrych podkładów. Zachwycił mnie Double Wear Nude Water Fresh, oczywiście używam też innych,  ale na co dzień, w te dni, kiedy nie mam żadnych obowiązków zawodowych, sięgam po leciutki, prawie niewidoczny podkład Urban Decay Naked Skin One & Done.

Zacznę od tego, że określenie podkład może być nieco mylące. To w zasadzie hybryda bazy upiększającej i kremu koloryzującego. Alternatywa dla niezbyt przeze mnie lubianych azjatyckich kremów BB.

Trafił do mnie dwa miesiące temu (w press-packu) pod postacią malutkiej tubeczki (5 ml). Lubię takie pojemności — wystarczą by porządnie przetestować i zdecydować czy dany podkład/krem bb/ krem koloryzujący jest dla mnie. W tym przypadku wypróbowałam, zakochałam się i drogą kupna nabyłam pełnowymiarowe opakowanie.

Z ciekawości przejrzałam też sieć, okazało się, że podkład Urban Decay Naked Skin One and Done Hybrid Complex zbiera bardzo dobre recenzje w serwisach konsumenckich i na blogach kosmetycznych. Mój zakup został usprawiedliwiony!

Kolorystyka nie jest zbyt imponująca – 6 odcieni. Wybrałam Light Medium, ale wiosną i latem może być za jasny. Dodam kroplę czegoś ciemniejszego lub upoluję drugą tubkę w wersji medium, bo jestem pewna, że to produkt, który zostanie ze mną na dłużej. W każdym razie light medium wydaje się lekko pomarańczowy, ale w ostateczności jak kameleon bardzo ładnie wtapia się w moją karnację. Obstawiam jednak, że dla większości dziewczyn odpowiednia będzie wersja najjaśniejsza.

v
Podkład Urban Decay Naked Skin One and Done Hybrid Complex

Opakowanie to plastyczna tuba z pompką — higieniczna i wygodna. Produkt da się wycisnąć do ostatniej kropli. Wydajność dosyć duża: dwa naciśnięcia wystarczają, by pokryć całą twarz. Bez problemu można go stopniować, chociaż nie widzę takiej potrzeby. Już jedna warstwa robi, co ma robić. Cena regularna: 169 zł. Kupicie w Sephorze, także online, ale polujcie na zniżkę 20%.

Formuła jest beztłuszczowa. Konsystencja lekka jak śmietanka, ale w kontakcie ze skórą zaczyna gęstnieć i zamieniać się w postać typową dla baz pod makijaż. Aplikacja nie sprawia problemów, ale najlepiej wypada w połączeniu z pędzlem typu flat top.

Jak pisałam, nie zakrywa, ale natychmiast, niemal jak Photoshop zmienia wygląd skóry. W bardzo ładny sposób redukuje świecenie, wygładza i wyrównuje strukturę skóry. Kolor i krycie praktycznie nie istnieją, ale polimery  rozpraszające światło natychmiast niwelują drobne niedoskonałości i zaczerwienienia. Pory wydają się mniejsze, a skóra staje się wygładzona i bardziej promienna. Zresztą, zobaczcie, jak wygląda na twarzy, u jednej z moich ulubionych Youtuberek, Shaaanaxo. W trakcie aplikacji gołym okiem widać, jak cera staje się ładniejsza, świeża i promienna.

Wykończenie jest pudrowo/półmatowe i w zasadzie nie potrzebuje utrwalenia pudrem. Ja muskam nim jedynie strefę T  i tak nałożony potrafi przetrwać ponad 8 godzin.

To naprawdę jest mocarz. Nie widać go, ale w bardzo ładny sposób uszlachetnia skórę  i to na długo.

Podkład Urban Decay Naked Skin One and Done Hybrid Complex
Podkład Urban Decay Naked Skin One and Done Hybrid Complex

Dla kogo? Według producenta dla wszystkich rodzajów cer, ale wydaje mi się, że najlepiej wypadnie w przypadku cery mieszanej i tłustej bez większych przebarwień i niedoskonałości. Genialnie wygląda, ale u mnie ściąga przesuszone, odwodnione partie suche (policzki). W ciągu dnia trochę to się nasila, więc obstawiam, że w przypadku cery suchej może być niezbyt komfortowy w noszeniu.

Podkład Urban Decay Naked Skin to produkt weekendowo, wyjazdowo, casualowy. Genialny dla kobiet, które chcą opanować świecenie i zmniejszyć widoczność porów, ale nie mają wiele do ukrycia. To taki kosmetyk, który sprawdzi się wszędzie tam, gdzie mocny, widoczny makijaż nie jest wskazany.

podkład Urban Decay Naked Skin

Dołącz do dyskusji