MakijażPodkłady

Podkład The Ordinary, kosmetyk na który czekało 50 tysięcy kobiet!

6 comments7288 wyświetlenia

Podkład The Ordinary – przez ostatnie kilkanaście dni testowałam kosmetyk, który do czerwoności rozpalił nadzieje tysięcy kobiet. Czy rzeczywiście jest tak genialny? A może to cena czyni cuda?

Na podkład The Ordinary czekało blisko 50 tysięcy kobiet. Pewnie czytałyście, bo jeden za drugim napisały o tym wszystkie kobiece serwisy. Szkoda tylko, że redaktorki nie sprawdziły o co chodzi. W rzeczywistości nie było żadnej kolejki, zapisów i przedpłat, ale zwyczajne powiadomienie o dostępności. Zapisałam się do systemu, wybrałam i po kilku tygodniach dostałam maila z informacją, że zaznaczony kolor jest dostępny w sprzedaży online. Zainteresowanie jest ogromne, bo na moje kolory czekałam ponad 4 tygodnie. Firma nie wyrabia z produkcją (zrealizowano już 250 tys. zamówień!!!), ale informują o tym w momencie transakcji. Czas oczekiwania to jeden z największych minusów tego produktu. Jeśli nie jesteście cierpliwe, zobaczcie inne, najlepsze podkłady 2017.

W tej chwili znowu nie ma odcieni, więc cała zabawa zaczyna się od nowa. Wchodząc na stronę musicie uzbroić się w cierpliwość. Wybierzcie odcień, zapiszcie się na listę informującą o dostępności, a jak przyjdzie mail to natychmiast kupujcie. Niestety, na przesyłkę też będziecie musiały poczekać, ale warto, bo cena jest świetna. 30 ml kosztuje 28 zł. Kupicie go TUTAJ

Firma oferuje dwie wersje: podkład The Ordinary Coverage (przeczytaj recenzję wersji kryjącej) i podkład The Ordinary Serum. Zdecydowałam się na wersję serum: lżejszą, bardziej wodnistą, optymalną na cieplejszą część roku. Obydwie zamknięto w plastikowych (elastycznych) butelkach 30 ml. Blogerki narzekają, ale moim zdaniem opakowanie jest wygodne, dla mnie idealne, bo często wyjeżdżam i lubię lekkie, nietłukące buteleczki. Nie sugerujcie się zdjęciami z sieci, egzemplarze wysłane do mediów miały pipetkę, ale do sprzedaży trafiła wersja z pompką. Pipetka podobno ma być opcjonalna, ale na razie nie widzę jej na stronie producenta. Jeśli szukacie innych kosmetyków tej marki koniecznie przeczytajcie tekst: kosmetyki The Ordinary, 6 propozycji dla początkujących.

Podkład The Ordinary – jak wybrać odcień?

Do wyboru jest 21 odcieni podzielonych na trzy kategorie: 1 – jasne; 2 – średnie; 3 – ciemne. Każda kategoria jest dodatkowo stopniowalna od 0 do 3. Ostatnia pozycja kodu to litera określająca podcień: P (różowy) i R (czerwony w ciemnych), N (neutralny), Y (żółty). Niektóre wersje mają dodatkową literę, S lub G, oznaczającą srebrne/złote, metaliczne refleksy. Każdy z 21 odcieni ma także nazwę opisową. Kategoria, stopniowanie, podcień i nazwa. Nie może być bardziej logicznie. Trudno wybrać źle.

Podkład The Ordinary
Podkład The Ordinary

Mój podstawowy wybór to wersja 2.0N (Light Medium Neutral). Chciałam coś bardziej „opalonego”, ale kolejne kolory były albo za ciemne, albo miały podcienie, których nie lubię. Zamówiłam dodatkowo 3.2N (Deep Neutral) i 1.0N (Very Fair Neutral), mając nadzieję, że z tych trzech sklecę idealnie spersonalizowany odcień.

2.0N to neutralny beż, ale na teraz jest dla mnie za jasny. Mieszam go z odrobiną ciemnego 3.2N i otrzymuję mój ideał. 1.0N  jest bardzo, bardzo jasny. Kupiłam go, licząc, że sprawdzi się do lekkiego rozjaśnienia strefy T.

Podkład The Ordinary
Podkład The Ordinary: odcienie

Schemat odcieni przemyślano bardzo dobrze, każda z was na pewno znajdźcie/wymiesza odpowiedni dla siebie. Kolory doskonale się uzupełniają, zgodnie z zaleceniem producenta można je mieszać, kombinować i dostosowywać w zależności od pory roku i oświetlenia. Ja mam trudny odcień skóry, oscyluję gdzieś w okolicach NC25- C30, szybko się opalam i od lat mieszam kolory, żeby uzyskać idealny (na daną chwilę) podkład. Polecam taką metodą, zwłaszcza, że w tym przypadku cena jest zachęcająca.

Podkład The Ordinary – porównanie z innymi markami

Kupując nie miałam żadnych oczekiwań, chciałam go po prostu przetestować i sprawdzić o co takie wielkie halo i czy za 28 zł można mieć podkład porównywalny z najlepszymi podkładami selektywnymi. Mam cerę mieszaną, trochę odwodnioną, bardzo suchą poza strefą T. Maluję się często, ale na co dzień lubię podkłady lekko/ średnio kryjące, dające naturalne wykończenie.

Podkład The Ordinary rzeczywiście jest jak serum. Nie liczcie jednak na nawilżenie. To po prostu lekki podkład, którego nazwa odnosi się jedynie do formy, nie do właściwości pielęgnacyjnych. Konsystencja jest wodnista, całkowicie pozbawiona lepkości, podobna do tej którą ma kultowy Armani Maestro, Smashbox Camera Ready BB Water, MAC Studio Waterweigh czy L’Oreal Magic Nude Liquid Powder.

Jeśli miałabym go bezpośrednio porównywać, to jest to młodszy brat mojego ulubionego, niezastąpionego podkładu Chanel Perfection Lumiere Velvet. Konsystencja jest niemal taka sama, bardzo podobne wykończenie, ale Chanel lepiej i szybciej stapia się ze skórą dając zdecydowanie szlachetniejszy efekt.

Podkład The Ordinary – jak wygląda na twarzy?

Pigmentu jest naprawdę sporo, ale przy pierwszej warstwie, zgodnie z opisem, krycie jest średnie. Można go jednak bez problemu stopniować – najlepiej współpracuje z palcami i z Beautyblenderem. Jedna naciśnięcie pompki wystarczy, aby pokryć całą twarz i wzmocnić krycie w miejscach strategicznych. Dobrze i równomiernie się rozprowadza, ale nakładając palcami czuć charakterystyczne, pudrowe wykończenie. Podobnie zachowuje się wspomniany Chanel, ale w przypadku The Ordinary pudrowość jest ciosana, trochę jej za dużo i pojawia się za szybko. Nie wygląda to źle, ale wielbicielki „mokrego” wykończenia (jak w kremach BB) mogą być zawiedzione.

Jeśli chodzi o wyrównanie kolorytu podkład The Ordinary jest doskonały, ładnie stapia się ze skórą, dobrze kryje zaczerwienienia. Nie wchodzi w pory, nie zbiera się w zmarszczkach i załamaniach, ale to jak się zachowuje zależy od przygotowania podłoża. Najlepiej wygląda na skórze dobrze nawilżonej, ale niezbyt natłuszczonej. Ze zbyt słabym nawilżeniem podkreśli skórki, a na zbyt tłustym kremie będzie się ślizgał. Sam w sobie jest trochę zbyt płaski i słabo odbija światło, na szczęście doskonale współpracuje z meteorytami, które ładnie go uszlachetniają.

Trwałość jest niezła – leciutko utrwalony pudrem transparentnym przetrwał 7 godzin. Starł się trochę, ale w przyzwoity sposób. To niezły wynik jak na tak lekki podkład.

Czy polecam? Oczywiście! Uważam, że w tej kategorii cenowej nie ma konkurencji – to najlepszy zawodnik w tym przedziale cenowym. To doskonały rzemieślnik, godny zaufania, ale w porównaniu z moimi ulubieńcami z półki selektywnej trochę brakuje mu finezji. Jednak za 28 zł nie mam co narzekać. Producenci 6 razy droższego Charlotte Tilbury Magic Foundation powinni się wstydzić!

Skład: Cyclopentasiloxane, Aqua (Water), Caprylyl Methicone, Coconut Alkanes, Methyl Methacrylate Crosspolymer, Trimethylsiloxysilicate, PEG-9 Polydimethylsiloxyethyl Dimethicone, Coco Caprylate/Caprate, Dimethicone/PEG-10/15 Crosspolymer, Cetyl Diglyceryl Tris(Trimethylsiloxy)silylethyl Dimethicone, Dipropylene Glycol, Tocopherol, Polyglyceryl-3 Diisostearate, Polyglyceryl-3 Polyricinoleate, Polyglyceryl-4 Isostearate, Disteardimonium Hectorite, Hectorite, Sodium Chloride, Hexyl Laurate, Dimethicone/Vinyl Dimethicone Crosspolymer, PEG-10 Dimethicone, Stearic Acid, Alumina, Trisodium Ethylenediamine Disuccinate, Phenoxyethanol, Chlorphenesin. May Contain [+/-]: Titanium Dioxide (CI 77891), Iron Oxides (CI 77491, CI 77492, CI 77499), Tin Oxide, Aluminum Hydroxide, Bismuth Oxychloride (CI 77163), Mica, Triethoxycaprylylsilane.

komentarzy 6

  1. Szkoda, że nie daje mokrego wykończenia, bo chyba takiego się spodziewałam po określeniu: serum w nazwie. Nie jestem pewna czy u mnie by się spisał, ale chciałabym porównać go z bratem czyli wersją kryjącą 🙂

  2. Tak, ja też myślałam, ze to będzie mokre, albo chociaż satynowe wykończenie. Pudrowość jest za duża, ale nadal to dobry podkład. Kupię kryjący i porównamy opinie

    1. Podobna sytuacja jak u mnie, trzeba kupić dwa i mieszać. Ja bym kupiła podstawowy 2.0N i ciemy 3.2 N, ewentualnie ryzykowniej któraś z trójek i najjaśniejszy.

Dołącz do dyskusji