Makijaż

Heimish Artless Perfect Cushion. Podkład dla cery tłustej i mieszanej

1286 wyświetlenia

Podkłady to mój ulubiony temat makijażowy. Mam ulubieńca do którego zawsze wracam, ale co sezon testuję kolejne nowości. Szukam podkładu bardzo lekkiego, trwałego i nieźle napigmentowanego, a jednocześnie utrzymującego wilgoć i idealnie stapiającego się ze skórą. Nie jest łatwo.

Jesienią planuję zakup Givenchy Matissime Velvet. Niecierpliwie czekam (update: już mam! przeczytajcie recenzję Podkład The Ordinary) na leciutki podkład/serum z The Ordinary. Kilka tygodni temu, zachęcona przez zagraniczne blogerki, kupiłam bazę i podkład w poduszeczce Heimish Artless Perfect Cushion. Przyznaję, zakup był ryzykowny, bo nie przepadam za koreańskimi podkładami i kremami BB. Z reguły są dla mnie za „ziemiste” i zbyt świecące. Przetestowałam ich sporo, ale żaden nie został ze mną na dłużej.

Jeśli chodzi o podkłady w poduszeczce to doceniam wygodę ich stosowania (zwłaszcza w podróżach), ale nie znam ich wiele. Używałam Lancome Miracle Cushion (199 zł) i Erborian Płynny krem BB z żeń-szeniem (195 zł). Obydwa się sprawdziły, nie mogę powiedzieć złego słowa. Uważam jednak, że są nieprzyzwoicie drogie w porównaniu z tradycyjnymi podkładami i kremami koloryzującymi. Standardowy cushion zawiera tylko około 15 g produktu – to mało jak za tą cenę. Szukałem czegoś porównywalnego jakościowo, ale tańszego.

Przeczytałam sporo recenzji i Heimish Artless Perfect Cushion wydał się idealny. Miał być lekki, satynowy, niewysuszający, ale lekko matujący. Ostatecznie przekonało mnie to, że w pakiecie jest zapasowy wkład – czyli w sumie standardowe 30 ml.

Można go kupić w polskich sklepach internetowych, ale cena jest sporo wyższa niż oferują sprawdzone sklepy zagraniczne. W Polsce kosztuje blisko 180 zł, za granicą w granicach 25-28 usd. Polecam sklep Stylekorean. Polujcie, bo zdarzają się tam dobre oferty łączone!

Heimish Artless Perfect Cushion
Heimish Artless Perfect Cushion

Opakowanie jest bardzo estetyczne, wygodne, z dobrym lusterkiem, z poduszeczką lepszą niż u Lancome i Erborian. Nie mam żadnych zastrzeżeń. Wykonanie perfekcyjne!

Do wyboru są dwie wersje kolorystyczne (21 i 23). – nie jestem typowym bladziochem, latem dość szybko łapię opaleniznę. Trudno dobrać dla mnie kolor, z reguły kupuję dwa odcienie jakiegoś i mieszam w zależności od sezonu i oświetlenia. W tym przypadku wybór nie był skomplikowany. Postawiłam na ciemniejszą, bo wersja jaśniejsza ma odcień różowy, a do mnie pasują podkłady neutralne lub lekko żółte.

Heimish Artless Perfect Cushion
Heimish Artless Perfect Cushion

Wersja 23 okazała się i tak minimalnie za jasna, ale na szczęście bardzo ładnie stapia się ze skórą. Zużyję pierwszy wkład, ale do drugiego wrócę dopiero późną jesienią, kiedy moja cera będzie jaśniejsza (teraz jestem trochę opalona). Kolor jest zaskakująco mocno napigmentowany (choć wciąż pozostaje transparentny i nie utlenia się z czasem). Co fajne, jest lekki, ale można go dowolnie stopniować – od mgiełki po naprawdę niezłe krycie.

Załączona gąbeczka jest niezła, ale w domu nakładam go przy użyciu pędzla do podkładu. Na początku może wydawać się zbyt „klejący” ale ma poślizg, dobrze się rozprowadza i nie robi smug. Wyrównuje koloryt i maskuje zaczerwienienia bez efektu maski. Wykończenie jest satynowe, w stronę lekkiego, pudrowego matu.

Niestety, Heimish Artless Perfect Cushion na suchych obszarach może być zbyt widoczny i  podkreślić skórki. Lekko utrwalony pudrem trzyma się bardzo dobrze: u mnie koło 7 godzin bez poprawek. Nie zmienia koloru, nie ciemnieje, nie utlenia się. Niestety wadą jest to pudrowe wykończenia, które po kilku godzinach zaczyna „wyciągać wilgoć ze skóry” powodując niezbyt komfortowe uczucie ściągnięcia. Trzeba go nakładać na naprawdę bardzo dobrze nawilżoną skórę! To lekki podkład, ale nie dla cer odwodnionych i suchych. Może to kwestia klimatu. W upale sprawdził się lepiej, w chłodnej Polsce gorzej.

Moim zdaniem sprawdzi się w przypadku cer  tłustych i normalnych w kierunku tłustych. U mnie na czole, nosie, brodzie wygląda  doskonale, świetnie radzi sobie z sebum, nie powoduje przetłuszczania, wręcz wciąga ewentualne „tłustości”. Niestety na bardzo przesuszonych policzkach muszę uważać i nakładać go w minimalnej ilości. Trudno to opisać: strefa T czuje się z nim komfortowo, ale policzki wymagaj nawilżenia. W przypadku odwrotnej sytuacji jest łatwiej, bo w ruch idą bibułki lub puder.

To może być hit, ale dla dziewczyn, które szukają czegoś lekkiego, matującego, wciągającego sebum. Dla mnie jest za mało nawilżający. Lubię go, zużyję, będą zabierać na krótkie wypady (wygoda), ale raczej już nie kupię kolejnego opakowania. Na szczęście nie okazał się taką wpadką jak kultowy podkład Charlotte Tilbury.

Skład: Water, Titanium Dioxide, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Cyclopentasiloxane, Ethylhexyl Salicylate, Cyclohexasiloxane, C12-15 Alkyl Benzoate, Glycerin, Niacinamide, Bis-Diglyceryl Polyacyladipate-2, Octocrylene, Zinc Oxide, PEG-30 Dipolyhydroxystearate, PEG-10 Dimethicone, Iron Oxides(Ci77492), Butylene Glycol, Sodium Chloride, Quaternium-18 Bentonite, Dimethicone, Origanum Majorana Leaf Extract, Rosa Canina Fruit Extract, Thymus Vulgaris (Thyme) Leaf Extract, Mentha Piperita (Peppermint) Leaf Extract, Copernicia Cerifera (Carnauba) Wax, Iron Oxides(Ci77491), Triethoxycaprylylsilane, Aluminum Hydroxide, Iron Oxides(Ci77499), Vinyl Dimethicone/Methicone Silsesquioxane Crosspolymer, Chlorphenesin, Adenosine, Fragrance

Dołącz do dyskusji