MakijażPodkłady

Podkład Charlotte Tilbury Magic Foundation – gdzie ta magia?

2 comments1940 wyświetlenia

Podkład Charlotte Tilbury Magic Foundation to nie jest nowość. Na rynku jest już ponad dwa lata, przetestowały go setki blogerek i recenzentek. Opinie są skrajne – od zachwytów po duże rozczarowanie. Kupiłam go pod wpływem impulsu i żałuję, że w ogóle podeszłam do stoiska tej marki. Pytam, gdzie ta magia?

Używam go niezbyt długo, bo zaledwie tydzień: pierwsze dwa dni byłam zadowolona, potem trochę rozczarowana, dzisiaj jestem wściekła. To najbardziej „nierówny” podkład jaki znam. Nie kupię go ponownie i nikomu nie zarekomenduję. Naprawdę dawno nie byłam tak bardzo rozczarowana podkładem. Mam za swoje, bo wiedziałam, że inne dziewczyny na niego narzekały. Zadziałał efekt niedostępności.

Podkład Charlotte Tilbury Magic Foundation

Co obiecuje producent?

Podkład Charlotte Tilbury Magic Foundation, według producenta, zapewni naturalne, stopniowalne krycie z matowym wykończeniem. Ma wyglądać naturalnie: jak zdrowa, perfekcyjna skóra. Kryć niedoskonałości, ale bez efektu maski. Bezzapachowa formuła jest odpowiednia dla osób o wrażliwej skórze, a dzięki SPF 15 zapewnia łagodną, ochronę przed słońcem. Ma na celu optyczne zmniejszenie porów i drobnych linii, bez osadzania się w zmarszczkach i załamaniach skóry. Bajki – w moim przypadku rzeczywistość nie ma z nimi nic wspólnego. Cena: 40 Euro.

Podkład Charlotte Tilbury Magic Foundation – dla kogo?

Przeznaczony jest dla wszystkich rodzajów skóry, od tłustej i problematycznej do odwodnionej, suchej i starzejącej się. Absolutnie się z tym nie zgadzam. To nie jest podkład ani dla dojrzałej, ani dla suchej, ani dla mieszanej skóry. Być może sprawdzi się na cerze idealnie nawilżonej i tłustej, bez niedoskonałości. O ile taka w ogóle istnieje.

Moja skóra jest mieszana, odwodniona, ale okiełznana i w dobrej kondycji. Oczywiście, zdarzają się gorsze dni, ale generalnie (jak na swój wiek)  nie mam na co narzekać. Lubię podkłady lekkie jak piórko, o średnim kryciu, ale czasami zdarza mi się używać Double Wear czy matującej poduszeczki. Co mnie podkusiło, żeby kupić ten podkład?

Odcienie Charlotte Tilbury Magic Foundation

Odcienie to jego najmocniejsza strona. Podkład Charlotte Tilbury Magic Foundation występuje w 15 odcieniach, od bardzo jasnych po ciemne, przeznaczone dla czarnych kobiet. Wyczytałam w sieci, że kolory mają tendencje do utleniania się o pół odcienia w górę i rzeczywiście tak się dzieje. Samodzielnie wybrałam nr 5, a wybór potwierdziła konsultantka marki. 5 Medium: średnio beżowy (nie różowy, nie żółty, a brzoskwiniowy). Początkowo wydaje się odrobinę za jasny, ale krótko po nałożeniu utlenia się do odcienia mojej lekko opalonej skóry. Kolor dobrałam idealnie, ale co z tego?

Podkład Charlotte Tilbury Magic Foundation
Odcienie Charlotte Tilbury Magic Foundation

Nakładanie

Tu zaczynają się schody. Charlotte Tilbury Magic Foundation jest zwarty, sprężysty, dość gęsty i niestety bardzo trudny do rozprowadzenia. Nie ma poślizgu, nie sunie po skórze, zastyga. Może wkurzać. Nakładany palcami zasycha bardzo szybko, rozprowadzany pędzlem zostawia brzydkie ślady włosów. Najlepiej współpracuje z wilgotnym beauty blenderem, ale i tak trzeba się nagimnastykować, żeby rozprowadzić go cieniutko i równomiernie. Obietnice stopniowalności to też bajki. Druga warstwa ściera pierwszą, tworzą się smugi i nierówności. Nie współpracuje z bazą.

Krycie

Krycie jest średnie i akurat to mi nie przeszkadza, ale dzieje się rzecz przedziwna. Pigmentu jest sporo, ale jest nierówny, bo zaczerwienienia i tak przebijają. Widać podkład, niedoskonałości i mankamenty, o których nawet nie śniłam. On w żaden sposób nie stapia się że skórą, nie tworzy równomiernej warstwy. Z bliska widać jego strukturę, jakby siateczkę typu pigment/brak pigmentu. Coś jakby zmoczyć zwykły puder i nakładać zamiast podkładu.

Wyciągnął z mojej skóry wszystko co złe i o czym nie miałam pojęcia. W niemiłosiernie brzydki sposób podkreślił ukryte nierówności, przesuszenia, kilka grudkowych zaskórników i pory na nosie.

Czarna magia

Na początku napisałam, że przez pierwsze dni byłam zadowolona. Tak, bo to jak  prezentuje się na skórze zależy od dnia i kondycji skóry. Pierwszy raz użyłam go na bardzo nawilżający krem, w pochmurny, dość wilgotny dzień i było dobrze. Przetrzymał długi spacer (5 km) i nie wymagał poprawek. Kolejnego dnia było trochę gorzej, ale też nieźle. W sztucznym, łazienkowym świetle daje radę, ale kiedy zrobiło się ciepło i zaczęło świecić słońce, nastąpił koniec zachwytów. W bardzo jasnym świetle dziennym wygląda wręcz fatalnie! Nie zbiera się w zmarszczkach i w liniach, ale w magiczny sposób podkreśla każdą niedoskonałość. Widać każdą krostkę, każde załamanie skóry, w brzydki sposób podkreśla fakturę skóry. W ogóle nie daje efektu odbicia światła. Jest płaski, tępy, matuje (pudruje) i postarza w najgorszy z możliwych sposobów. Nie pomagają mu nawet meteoryty Guerlain i rozświetlacz Becca. Owszem magia, ale czarna.

Nakładałam go na mocno nawilżoną skórę, na olejek, na bazę. Efekt za każdym razem taki sobie. Chciałam dać mu szansę, poczekać jeszcze kilka tygodni i dopiero napisać recenzję, ale wczoraj spędziłam 3 godziny u fryzjera przed lustrem i przez trzy godziny nie mogłam się nadziwić jak można wypuścić na rynek coś, co w ten sposób szpeci skórę. Nie skreślam go zupełnie. Dam do przetestowania przyjaciółce, dam znajomej makijażystce. Może one będą zadowolone, może z ich cerą zgra się lepiej, może znajdą na niego metodę? Ja w każdym razie polecam tani podkład The Ordinary.

Trwałość

Trwałość o tak, jest imponująca – 9 godzin bez uszczerbku. Skóra cały czas wygląda tak samo źle…

komentarze 2

Dołącz do dyskusji