Filtry, samoopalacze i bronzery

Krem z filtrem do twarzy – znalazłam ideał!

2 comments1168 wyświetlenia

Miejski krem z filtrem do twarzy to jeden z najważniejszych kosmetyków w mojej łazience. Nie zliczę ile propozycji przetestowałam przez ostatnie kilkanaście lat. W końcu znalazłam ten jedyny.

Ideał miał być lekki, nietłusty, nie zapychać, nie powodować trądziku i współgrać z makijażem. Na plaży stawiam na dość tłuste kosmetyki apteczne, ale na co dzień, pod makijaż najchętniej używałam azjatyckich wersji chemicznych filtrów Lancome, Shiseido i lekkich jak woda filtrów z Korei (np. Innisfree). Nadal je lubię, ale kilka tygodni temu trafiłam na coś, co w końcu spełniło wszystkie moje oczekiwania.

Krem z filtrem do twarzy który tak pokochałam to kosmetyk spod skrzydeł Deciem, czyli właściciela m.in. The Ordinary. Niestety nie jest tani, bo sygnująca go marka NIOD jest dużo droższa, ale i bardziej zaawansowana technologicznie.

Cena: 125 zł za 30 ml. Wydajność dosyć mała, bo zgodnie z zalecaniem producenta, aby osiągnąć poziom SPF oznaczony na opakowaniu, na całą twarz i szyję powinnyśmy nałożyć prawie całą pipetkę produktu. Wychodzi drogo, ale warto, bo tak innowacyjnego kosmetyku nie znajdziecie w ofercie żadnej, innej marki.

Swoją drogą, zasada ilościowa dotyczy filtrów wszystkich marek. Jeśli myślicie, że cieniutka warstwa chroni faktorem określonym na opakowaniu to jesteście w błędzie. Dopiero około 1,5 ml nałożone na twarz daje rzeczywistą ochronę. Mniejsza ilość oznacza niższy faktor. Więcej TUTAJ.

Preparaty z serii NIOD Survival, oprócz ochrony przed UVB i UVA (na poziomie SPF10, 20, 30) oferują szeroką gamę zaawansowanych technologii niwelujących działanie rodników tlenowych i zaawansowanych produktów końcowych glikacji, zanieczyszczeń, smogu, stresu, podczerwieni i niebieskiego światła. Dotychczas żaden krem z filtrem do twarzy nie oferował tak imponującego spektrum ochrony. Wierzcie mi, nawet bardzo drogie propozycje Clé de Peau, La Mer czy La Praire nie mają tak zaawansowanej technologii.

Krem z filtrem do twarzy Niod Survival
Krem z filtrem do twarzy Niod Survival

Mechanizm ochrony przed promieniowaniem UV zawiera filtry fizyczne (mikronizowany tlenek cynku i ditlenek tytanu) zamknięte w innowacyjnych elastycznych silikonach. Co najciekawsze ochrona nie ogranicza się tylko do słońca i godzin dziennych. Oprócz tego w formule znalazła się frakcjonowana melanina chroniąca skórę przed emitowanym przez urządzenia elektroniczne światłem HEV,  oczyszczone glony głębinowe chroniące skórę przed zanieczyszczeniami i smogiem,  zaawansowane przeciwutleniacze oraz kompleks prebiotyczny.

Jak widzicie, preparaty z tej serii chronią skórę nie tylko przed słońcem, ale i przed przed światłem emitowanym przez technologię. Mało tego, jeden z nich (Survival 0) przeznaczony jest tylko do użytku wieczornego. Nie będę się rozpisywać, szeroko omówione informacje technologiczne znajdziecie na stronie producenta (Niod).

Zaawansowana technologia oczywiście robi wrażenie, ale najważniejsze jest to jak kosmetyk zachowuje się na skórze i czy rzeczywiście działa. Używam go od ponad 6 tygodni i jedno co mogę powiedzieć: lepszego filtra nie znam.

6 tygodni to mało? Moim zdaniem wystarczająco, zwłaszcza, że przetestowałam go w różnych warunkach: w bardzo słonecznej, ale wietrznej i wilgotnej Portugalii, w Polsce, a ostatnio w pustynnym upale oscylującym wokół 42 stopni.

Mam wersję z najwyższym faktorem SPF30 i przy niej zostanę. SPF20 i SPF10 to za mało (zwłaszcza w kontekście wymaganej ilości), ale na pewno kupię wersję bez filtrów SPF, bo całe wieczory spędzam przed komputerem, a koncepcja tego typu ochrony bardzo mi się podoba.

Krem z filtrem do twarzy NIOD Survival zamknięto w szklanej butelce z pipetką. W środku śmietanka, konsystencją i zabarwieniem przypominająca podkład The Ordinary. Subtelnie opalizuje, jest lekka, w ogóle nie lepka, wręcz jedwabiście przyjemna. Zabarwienia nie należy jednak mylić z pigmentami maskującymi biały odcień innych filtrów mineralnych. W tym przypadku kolor pochodzi z aktywnych technologii, w tym luteiny, frakcjonowanej melaniny i pycnogenolu. W butelce jest jasny, ale idealnie stapia się z każdym odcieniem skóry.

Nakładam go na lekkie, nawilżające serum, chociaż sprawdza się także pod standardowym kremem. Świetnie się rozprowadza, wchłania powoli, ale warto czekać, bo po kilku minutach wtapia się w skórę tworząc piękne, matowe rozświetlenie. Warstwy można stopniować. Wierzcie mi: wyrównuje koloryt, nie bieli i jest lekki jak piórko. Aż się nie chce wierzyć, że to filtr mineralny.

Efekt jest tak dobry, że wręcz niewiarygodny. Wygładza, nie wchodzi w zmarszczki, nie widać go w załamaniach powiek, nie podkreśla suchych skórek. Idealnie nadaje się pod makijaż, bo zachowuje się jak dobra baza. Trzyma się przez wiele godzin i o ile nie pocieracie twarzy, nie jesteście na plaży, nie kąpiecie się w basenie i nie wycieracie ręcznikiem to ponowna aplikacja nie jest konieczna.

Nie szczypie, nie podrażnia, nie migruje do oczu i przez 6 tygodni nie spowodował nadprogramowych problemów z cerą. Żadnego uczucia obciążenia, tłustości czy ściągnięcia. Komfort noszenia jest ogromny. Moim zdaniem sprawdzi się nawet w przypadku cery wrażliwej i bardzo wrażliwej, ale oczywiście wcześniej polecam wykonać test.

Jego podstawowe działanie czyli ochrona przed promieniowanie to bajka. Po intensywnym lecie nie mam żadnych przebarwień, skóra twarzy ani razu nie był zaczerwieniona. Owszem opaliłam twarz, ale w ładny i bezpieczny sposób.

Niestety, mam zastrzeżenie do opakowania. Zabarwione mleczko oblepia całą pipetkę, zbiera się w korku, przy zakręcaniu wylewa na ścianki. Fatalne rozwiązanie – aż prosi się o klasyczną pompkę. Z tego co wiem, do firmy dotarły już reklamacje i mam nadzieję, że to ulepszą.

Ten kosmetyk poza opakowaniem, nie ma żadnych wad. Polecam i mam nadzieję, że wkrótce marka wprowadzi podobne produkty do ciała. W przygotowaniu są też filtry The Ordinary, które być może będą choć trochę podobne do tych. Czekam z niecierpliwością.

Krem z filtrem do twarzy
Krem z filtrem do twarzy
Krem z filtrem do twarzy

komentarze 2

  1. A ja zawsze mam stres, czy nie zawiodę. Ostatnio, jedna z moich czytelniczek miała problem z opóźnioną przesyłką z Deciem i cholera, czułam się winna, bo to ja polecałam. Ten filtr jest cudowny, tylko ta cena powala, mam nadzieję, ze zrobią podobny w The Ordinary.

Dołącz do dyskusji