MakijażPudry

Dobry puder rozświetlający – znalazłam taki!

1537 wyświetlenia
Dobry puder rozświetlający w kamieniu? Przyznajcie się, ile raz nie byłyście zadowolone? Za jasny, za ciemny, zbyt tępy, widoczny, za płaski, za twardy, zmienia kolor, robi maskę na twarzy, zbiera się w zmarszczkach pod oczami i przy skrzydełkach nosa.


Nie zliczę ile pudrów przetestowałam przez ostatnie 12 lat. W kategorii sypkie nie trudno o wysoką jakość, ale dobry puder rozświetlający w kamieniu to wyzwanie na miarę znalezienia idealnego męża, niezawodnego fryzjera (trudniejsze od misji mąż) i kompetentnego kosmetologa.

Wypiekany puder rozświetlający Hourglass Ambient® Lighting Powder (cena 47 USD czyli około 190 zł) poznałam dwa lata temu dzięki rekomendacjom amerykańskich blogerek urodowych. Przeczytałam kilkanaście recenzji, obejrzałam zdjęcia na stronie producenta i stanęłam przed życiowym dylematem. Który kolor dla mnie?

Ethereal Light – Najjaśniejszy w kolekcji: chłodny, translucentny odcień kości słoniowej, niemal niezauważalnie opalizujący.

Diffused Light – bardzo jasny, ale w ciepłej, żółtej tonacji, rozświetlajacy bez widocznego połysku. Doskonale maskuje zaczerwienienia.

Dim Light – neutralny beż w lekko brzoskwiniowej tonacji.

Mood Light – translucentny (półprzeźroczysty) zimny, lawendowy róż.

Luminous Light – neutralny, lekko perłowy odcień szampana

Radiant Light – najciemniejszy, ciepły brąz o złotym połysku. Idealny zamiast pudru brązującego lub na opaloną twarz.

Jak widzicie nie było łatwo (ach te decyzje, życiowe decyzje). Do wyboru sześć uniwersalnych opcji, każda w innym odcieniu i o innej intensywności pigmentu. Nie będę się rozpisywać o ich wspaniałych właściwościach, rodzajach światła i formule fotoluminescencyjnej – w skrócie, pigmenty zawarte w pudrach filtrują i rozpraszają promienie świetlne, dzięki czemu skóra staje się optycznie wygładzona i rozświetlona. Każdy kolor na zdjęciu wyglądał wspaniale i oczywiście chciałam je wszystkie, natychmiast. Ostatecznie zdecydowałem się na Difused Light, czyli jasnożółty, który maskuje zaczerwienienia skóry i delikatnie rozświetla. Do zakupu tej konkretnej wersji przekonała mnie jedna z moich ulubionych blogerek urodowych – Rachel Anise z bloga Beauty Professor. Często na niej polegam (zwłaszcza jeśli chodzi o zakup kolorówki) i jeszcze nigdy się nie zawiodłam. Mam też paletkę w skład której wchodzą: Dim Light, Incandescent Light i Radiant Ligh. Wszystkie są piekne.

dobry puder rozświetlający
Dobry puder rozświetlający? Polecam Difused Light!

Niestety, marka nie jest dostępna w Polsce (najbliższego stoiska szukajcie Londynie), a wysyłka ze sklepu internetowego kosztuje majątek (ponad 30 usd). Trochę się nagimnastykowałam, żeby go zdobyć, ale na szczęście zamówiony odcień Diffused Light okazał się idealny. Nie jest ani zbyt ciepły, ani zbyt biały, nie ma widocznych drobinek, ale rozświetla i pięknie odbija światło. Idealnie wtapia się w skórę, nie jest widoczny, daje subtelny efekt „zmiękczenia”. Z czasem nie zmienia koloru, nie utlenia się, nie ciemnieje. Zgodnie z obietnicami neutralizuje zaczerwienienia i drobne pajączki, jeśli jakiś kosmetyk daje efekt Photoshopa to właśnie ten. Na serio efekt jest doskonały i bardzo subtelny. Nie ma drugiego tak upiększającego pudru prasowanego.

Dostosowuje się do karnacji – używałam go wiosną/latem i dobrze wyglądał nawet na opaleniźnie. Mimo, że jest lekki i niemal niewidoczny, świetnie współpracuje i utrwala podkład (czy krem BB) – trzyma się na twarzy bardzo długo i nie ma tendencji do zbierania w załamaniach skóry. Nie czuć go na twarzy, wysusza i nie daje uczucia ściągnięcia, a mimo to trzyma strefę T w ryzach. Nie widać go gołym okiem i jest niewyczuwalny na twarzy, ale działa. Robi robotę po cichu. To naprawdę bardzo dobry puder rozświetlający!

Opakowanie jest wygodne z bardzo dobrym lusterkiem, ale nie ma w nim miejsca na aplikator. Dla mnie to nie ma znaczenia, bo rzadko poprawiam makijaż w ciągu dnia, a jeśli muszę, zawsze mam w torebce mały, rozkładany pędzel. Jednak nosząc go w torebce uważajcie, minimalny wstrząs mu szkodzi. Mimo, że w „kamieniu” to jest mięciutki i ma tendencje do wykruszania. Jest tak ultralekki, tak bardzo jedwabisty, ze trzeba uważać, żeby nie zgarnąć zbyt dużo na pędzel. Na twarzy trudno z nim przesadzić, ale po prostu szkoda tak dobrego kosmetyku.

Niestety jego wadą jest bardzo, bardzo słaba wydajność – nie pamiętam, kiedy skończyłam jakiś puder prasowany w tak szybkim tempie. Kupiłam w maju, a jesienią nie było po nim śladu. W porównaniu z wydajnością prasowanych Meteorytów odpada w przedbiegach. Szkoda, bo jest naprawdę idealny.

Skład: Mica, Synthetic Fluorphlogopite, Boron Nitride, Hdi/Trimethylol Hexyllactone Crosspolymer, Polymethyl Methacrylate, Octyldodecanol, Silica, Benzimidazole Diamond Amidoethyl Urea Carbamoyl Propyl Olymethylsilsesquioxane, Sorbitan Sesquioleate, Magnesium Aluminum Silicate, Phenoxyethanol, Dimethicone, Sodium Dehydroacetate, Sorbic Acid, Olyacrylamide, Benzoic Acid, C13-14 Isoparaffin, Potassium Sorbate, Dehydroacetic Acid, Laureth-7, Ethylhexylglycerin, Trimethylsiloxysilicate. May Contain : Ci 77891 (Titanium Dioxide), Ci 77163 (Bismuth Oxychloride),Ci 77491 (Iron Oxide),Ci 77492 (Iron Oxide), Ci 77499 (Iron Oxide),Ci 75470 (Carmine).

Dołącz do dyskusji